czwartek, 5 listopada 2015

Nawilżanie skalpu

Muszę przyznać się bez bicia że moja pielęgnacja ostatnio była totalnie uboga,z braku czasu.Czasem starczało mi czasu tylko na umycie i nałożenie odżywki.Nałożenie amli na skalp(przez przypadek,nakładałam o 4,żeby zdążyć potrzymać olej przed pójściem do szkoły)wywołało tragedię i od tego czasu nie mogłam dojść z wypadaniem do ładu. Każdy olej czy mieszanka nakładana na skalp powodowała wzmożone wypadanie,więc przestałam na skalp cokolwiek nakładać,co nie pomogło.Skalp dalej swędział,przyczyny upatrywałam w szamponie,a okazało się nim...przesuszenie!
Dziś sobie to uświadomiłam i dosłownie 5 minut przed wyjściem ukręciłam mgiełkę nawilżającą z najprostszych składników:
ok: 3/4 szklanki wody/czarnej kawy
5-8 kropli gliceryny
pół łyżki miodu
ok 10 ml aloesu
kilka kropli octanu tokoferolu(wit E)
ew.kilka kropli oleju z pestek winogron
Sprawdziła się od razu,ukojenie po pierwszy, popsikaniu,zostanie ze mną póki nie doprowadzę ich do lepszego stanu.





 Niestety walczę z odstającymi włoskami,przyda mi się też przycięcie końcówek,ale idziemy do przodu :3




Pielęgnacja latem

Pod koniec wakacji wyrwałam się jeszcze do Chorwacji na ostatnią chwilę,robiłam z włosami takie cuda że grzecznie zniosły palące słońce i słoną wodę na przemian.
Udało się to dzięki samodzielnie robionej mgiełce z olejem z pestek malin,witaminą E i arniką górską,a także dzięki odżywce z filtrem Pilowax,o której wspominałam w poprzednim poście.Przed każdym wejściem do wody nakładałam olej,co mnie zaskoczyło,w domu zdarza mi się nie domyć oleju,natomiast po wyjściu z wody i obowiązkowym spłukaniu pod natryskiem włosy były zupełnie czyste,bez śladu oleju lub odżywki.
Zdjęcia z Cro włosowo-niewłosowe ;)




Udało mi się dorwać całkiem ciekawe produkty do włosów,których nie widziałam u nas i oczywiście bio kremy od lokalnego wytwórcy :)



Taki motywator znalazłam w zabytkowej części Splitu :)
t



niedziela, 26 lipca 2015

Nadrabiam braki :)

Z wyjazdu wróciłam już dawno i cały czas obiecywałam sobie że coś napiszę,ale brak czasu wziął górę.Teraz mam stacjonarny obóz treningowy,więc na nadmiar luzu też nie narzekam,ale do rzeczy.
Odkryłam( i kupiłam,ach ten zakupoholizm) mnóstwo nowych produktów,które w większości sprawdzają się na włosach.Dotarła do mnie paczka z ZSK,a konkretniej keratyna,witamina E i olej z pestek malin.
Wygrałam też odżywkę z filtrem w konkursie "Mody na zdrowie" ale ta jeszcze do mnie nie dotarła,hmmm...
Moim największym sprzymierzeńcem został olejek Sesa,który już przy pierwszym użyciu z keratyną i witaminą E zdziałał totalne cuda.Zdjęć mam bardzo mało,ponieważ codziennie mam 4 godziny intensywnego treningu,co nie pozwala mi się cieszyć nieskazitelnym blaskiem włosów przez dlużej niż pół dnia ;)
Jestem także w trakcie przeprowadzki,co dodatkowo zmniejsza ilość czasu i możliwość robienia sobie zdjęć.Co mam to wrzucę :)
 To moje włosy po pierwszym użyciu Sesy-błyszczały dużo bardziej niż na zdjęciu,tu są jeszcze wilgotne.Nie widziałam ich tak ładnych po jednorazowym użyciu czegokolwiek.

To następnego dnia po Sesie i keratynie,na zdjęciu wyszły średnio bo były nierozczesane i tyłem do słońca,ale w pełnej krasie efekt był taki,jak na czubku głowy.















To moje włosy dziś,przed pójsciem na trening.Trochę wiał wiatr,więc są nie do końca ułożone,ale są w świetnej kondycji,byle tak dalej.

I jeszcze kilka zdjęć z wyjazdu ;)







czwartek, 25 czerwca 2015

Eksperymenty maseczkowe z TŻ

Wczoraj miałam wolne i przyszedł TŻ,więc od razu go zaangażowałam w eksperymenty włosowe.Zrobiłam maskę miodowo-olejową z Kallosem,bo ostatnio dała świetny efekt,ale dodałam jeszcze banana,bo ostatnio widziałam taką maskę.Ale że jestem leniuszkiem to banana rozdrobniłam widelcem,zamiast wrzucić do blendera.To był błąd,myślałam że rozciapciałam go dokładnie,ale po nałożeniu na włosy okazało się że są drobne grudki.Mój TŻ z niesamowitą cierpliwością poddawał się zabiegom,mimo przedłużonego mycia,bo trzeba było wypłukać resztki banana;)
Mimo ze efekt jest świetny,to na przyszłość muszę pamiętać o dokładnym zblendowaniu :)

Na górze efekt na moich włosach, na dole na TŻ,w porównaniu ze standardowym stanem jest poprawa. Pozwolił  nawet na podcięcie mu końcówek, więc byłam zachwycona. U mnie po zabiegach był zdecydowany efekt WOW a włosy są równe, gładkie i śliskie, zachowują się jak nisko porowate.

niedziela, 21 czerwca 2015

Niedziela dla włosów-maska z miodem

Jako że wróciłam późno do domu i nie miałam czasu kombinować to odgrzebałam w notatkach przepis na maskę i olejowanie w jednym.Ostatnio podobny eksperyment sprawdził się całkiem nieźle,więc uznałam że trzeba wypróbować.
Maska z miodem:
-łyżka oleju( ja użyłam pół łyżki jaśminowego i pół łyżki czarnuszki,bo oba się sprawdzają)
-łyżka miodu,im lepiej znamy jego źródło tym zdrowiej ;)
-trochę maski np Kallos
Miód podgrzałam odrobinkę nad gazem,bo był skrystalizowany i bałam się że się nie rozmiesza z resztą składników.
Jakość zdjęcia nie powala,ale maska wyszła fajna,o łatwej w aplikacji konsystencji i kolorze ładniejszym niż na zdjęciu ;) Była raczej w kolorze miodu którego użyłam.
Jak zdążę zrobić zdjęcia efektu tego zabiegu to wrzucę jutro,ale jak na razie siedzę jeszcze z turbanem a do kąpieli ustawiła się kolejka,bo wróciliśmy z całą rodzinką z działki.Tak jak obiecałam,dodaję kilka zdjęć,efekty mnie zaskoczyły,może nie takie zupełne WOW ale lepiej niż się spodziewałam.Mam też swój sukces-zmierzyłam grubość kucyka,spodziewałam się coś koło 5 cm- nie żebym miała mało włosów,ale obawiałam się że tak jest na początku pielęgnacji.I okazało się że mam aż 8cm :D Może to nie szalony wynik,ale wiem że dopiero zaczełam pielęgnację więc będzie tylko lepiej,zwłaszcza że od dziecka miałam gęste wlosy.










1.Wieczorem,jeszcze lekko wilgotne
2.Rano,w pełnym słońcu,kolor nieco przekłamany -->
3.Też rano,w innym świetle
4.Teraz.Wygladają dużo gorzej,ostatni raz dałam szansę biosilkowi na końcówki i wygladały gorzej niż bez zapiezpiecznia.




piątek, 19 czerwca 2015

Ndw w piątek ;>



Zafundowałam moim włosom pielęgnację,na którą przepis odkryłam niedawno Tu.
Jako że miałam dużo roboty i nie mogło mi nic ściekać po szyi to zmodyfikowałam przepis.Nie dałam tyle wody,zaledwie odrobinkę to rozmieszania składników.Nie mogłam się zdecydować więc dałam trochę oleju arganowego i z czarnuszki,a jako bazę Kallosa Banan.
Nie patrzyłam czy nakładam 10 cm  od skalpu czy mniej,więc mieszankę trzymałam dwie godziny.
Kolejna rzecz warta polecenia to turban na koczku ze skarpetki-znalazłam gdzieś ten patent i jest świetny,zwijam włosy w koczek,owijam czepkiem i nakładam na to skarpetkę frotte,taką ciepłą i puchatą i lekko podgrzewam.
Z bolącym sercem podcięłam końcówki,więc pod koniec mycia nałożyłam jeszcze Nivea Long Repair.
Moje włosy po tym były niesamowicie miękkie i gładkie,nigdy nie osiągnęłam takiego efektu.Niestety nie mam zdjęć zaraz po myciu bo po tym nałożyłam glutka lnianego,chciałam zakręcić włosy przed fotografem,ale  z uwagi na wilgoć na dworze od razu się wyprostowały.
 Tu zaraz po nałożeniu glutka,w trakcie "zakręcania, mimo słabej jakości, widać jak się błyszczą.Drugie po ponownym podcięciu końcówek,szału nie ma,ale wyglądają zdrowiej.Trzecie z sesji z obrączką z poprzedniego postu,ale ze wzlędu na znośne ułożenie włosów wrzuciłam jako efekt zabiegu.


Nie włosowo

Witam,dziś zupełnie inny post-chciałam się pochwalić najnowszym nabytkiem a także polecić jego wykonawcę ;)










Zamówiłam jakiś czas temu obrączkę z poroża jelenia w Drewutni Emila. Miał to być prezent od rodziców na 18 urodziny.Po czasie krótszym niż się spodziewałam otrzymałam zdjęcia gotowego dzieła,szczerze mówiąc było dużo lepsze niż moja chaotyczna wizja(tu wrzucę zdjęcia które otrzymałam i są na fb autora)
 



Wykonanie jest bezsprzecznie idealne, kunsztowne
 i pracochłonne, w rzeczywistości wygląda jeszcze lepiej,a jest to celtycka plecionka,która do łatwych nie należy. Autor wspominał że ta obrączka dała mu popalić ze względu na wzór,mimo to efekt końcowy jest zachwycający. Pełna podziwu jestem też dla opakowania, bardzo lubię rozpakowywać prezenty, zwłaszcza gdy są tak pracowicie i elegancko zapakowane.  Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu,jeśli szukacie pięknych i niepowtarzalnych rzeczy to polecam poszukać Drewutni na Facebooku. 

wtorek, 16 czerwca 2015

Pierwsze eksperymenty za mną

Po kilku tygodniach eksperymentów mogę wstępnie zobaczyć,co moim włosom służy,a co nie.
Lubią się z olejem kokosowym,ale pozytywnych efektów nie przyniosło zemulgowanie oleju odżywką i potem mycie lekkim szamponem,mimo nałożonej później odżywki są za lekkie.
Za to zrobiłam i wypróbowałam pierwszą wcierkę,całkiem prostą i przyjemną.Myślę że większość składników znajdziecie w domu,a nawet jeśli nie,to można ją modyfikować wedle uznania :)
-1-1,5 łyżeczki kawy(zalać 1/5 szklanki wody)
-po pół łyżeczki: pokrzywy,szałwii,mięty pieprzowej
-łyżeczka skrzypu
-2-3 krople gliceryny(nie konieczne)
-2-3 krople oleju kokosowego
Zioła zalałam razem,także niedużą ilością wody.
Wcierkę stosowałam rano i wieczorem,czasem w ciągu dnia,zarówno na skalp(z masażem) jak i na długość.Niesamowicie nawilżała włosy,były miękkie i błyszczące i dużej niż zwykle świeże,a moje włosy wręcz ją pochłaniały.W pierwotnym przepisie był jeszcze cynamon,ale ze względu na wrażliwy skalp unikam dodawania cynamonu,gorczycy,pieprzu cayenne itp.
Edit:ta ilość wcierki starczyła mi na ponad 5 dni,ale nie będę jej trzymać dłużej,bo zwyczajnie może się popsuć,nawet jeśli Wam zostanie,a minie ok 4-5 dni od zrobienia,to już lepiej wylać niż zafundować sobie podrażnienie skalpu.Przy mocnym zapachu kawy nie zawsze poczujecie czy wcierka jest dalej świeża.
To moje włosy dzień po myciu odżywką i olejowaniem czarnuszką,są trochę za lekkie,ale po dociążeniu olejkiem arganowym z olejkiem jaśminowym i jedwabiem(1:1:1/3) zachowują się lepiej,tylko na końcówkach susza,zbieram się w sobie żeby je podciąć.Niestety jakość nie powala,ale w porównaniu do początków pielęgnacji
 jest duża poprawa.
Mimo wszystko-końcówki do ścięcia,może zdjęcia nie porównują idealnie,ale nie miałam dziś fotografa,więc zdjęcie z boku ;)

Kolejne nowości

Na podsumowanie jeszcze za wcześnie,ale zobaczyłam dużą poprawę stanu włosów,a także paznokci,pewnie za sprawą skrzypu i drożdży.Moje zakupomaniactwo dało mi się we znaki,od zeszłego piątku uzupełniłam znacząco swoją kolekcję kosmetyków.
1.Olej kokosowy(200ml) kupiony w sklepie zielarskim
2.Kultowa można powiedzieć maska Kallos Banana-mimo lekko sztucznego zapachu,uwielbiam ją i żałuję że zapach nie zostaje na włosach.Wypróbowałam ją już i jak na razie sprawdza się super,ale to może zasługa ogólnej zmiany pielęgnacji.

3.Kallos Latte-dokupiłam go zaraz po bananowym i bardzo sobie chwalę,pachnie pięknie,świetnie się rozprowadza i działanie też niczego sobie :)
4.Odżywka Farmona Żeń-Szeń-wypróbowana raz,więc za dużo nie powiem,poza tym że włosy były lśniące i dociążone jak lubię.
5.Sok z aloesu spożywczy-jak na razie jeszcze nieużywany,przygarnęłam go z myślą o mgiełkach 
6.Olej jaśminowy z KTC,kupiony dziś,więc poza tym że pięknie pachnie to jeszcze nie wiem jak się u mnie sprawdzi.
7.Olej z czarnuszki-jak na razie użyłam go do olejowania,mnie zapach nie przeszkadza,ale domownicy nie byli zachwyceni,jak przy kokosowym ;)
8,9-w butelkach po Bioliqu przechowuję oleje,ze względu na pipetę,która jest wygodniejsza niż butelka ze zwykłym korkiem,zwłaszcza przy tak nieogarniętej osobie jak ja.
10.Naturia Peeling myjący,porzeczka-udało mi się dorwać go w Biedronce za 3,19,a pachniał tak ślicznie że nie mogłam bez niego wyjść.Bardzo fajnie się sprawdza na skórze,szkoda że zapach nie zostaje na długo.

Jak na razie żadne Denko mi się nie zapowiada,bo oswajam się z pielęgnacją,a i tak kupuję za dużo ;)
Domownicy myślą,że zwariowałam. 

wtorek, 9 czerwca 2015

Suplementacja-na pomoc od wewnątrz.

Udało mi się zakupić drożdże piwowarskie w tabletkach firmy Lewiatan.Szczerze mówiąc jestem zachwycona tym odkryciem,bo jakiś czas temu piłam normalne drożdże i nie mogę zakwalifikować ich jako zjadliwych.Wytrwałam ,owszem,ale jak tylko dowiedziałam się że jest alternatywa to zamówilam.Biorę od kilku dni,ale jak zbliżę się do końca buteleczki to napiszę jak się sprawdziły.Według mnie to już lepsza alternatywa dla drożdży do picia,wygodniejsza,mniej uciążliwa ,a nawet tańsza,czego się nie spodziewałam.

niedziela, 7 czerwca 2015

przegląd kosmetyków-Maj

Nadrobię zaległości,bo nie można powiedzieć że to zakupy już czerwcowe ;)
1.Olejek arganowy,czysty-jak na razie go używam więc nie mogę za dużo powiedzieć,ale swietnie dociąża u mnie końcówki,o ile się z nim nie przesadzi.
2. Neutrogena body lotion-użyty kilka razy,pachnie ładnie,tak delikatnie i całkiem dobrze nawilża skórę.
3.Krem Neutrogena- mój faworyt,uwielbiam go,ma lekką konsystencję,znakomicie się wchłania,nawilża dobrze i na długo.
4.Le Petit Marseiliais,mleczko nawilżające do bardzo suchej skóry-kolejny ulubieniec,oprócz tego że bosko pachnie i to na długo po użyciu to jeszcze zostawia skórę gładką i przyjemną,pewnie za sprawą wzbogacenia o masło Shea,olejek arganowy i słodkie migdały.
5.Le Petit Marseiliais,żel pod prysznic-ten też cudnie pachnie,nawet kilka godzin po użyciu,mnie nie uczula,mimo wrażliwości,a poza tym to żel jak żel,pieni się świetnie i pozostawia bardzo ożywcze uczucie.
5.Green Pharmacy,szampon do włosów suchych,olejek arganowy i granat-kończę drugą butelkę i dalej jestem zachwycona,może nie sprzyja rozczesywaniu,jest tu raczej neutralny,ale nadaje włosom zdrowy połysk,a nie obciąża ich.Przeszłam na niego,kiedy stwierdziłam że mam dość SLS i efekty są ciekawe.Mógłby bardziej dociążać włosy,ale olejek arganowy jest raczej daleko w składzie więc nie ma co marzyć ;)
Poza tym wzbogaciłam moją apteczkę lub też kosmetyczkę o zioła pokrzywy,skrzypu(z apteki i zbieranego samodzielnie) a także o siemię lnanie niemielone.Jak na razie kuracji w/w nie zaczęłam,bo dopadła mnie grypa na dłuższy czas i nie mogłam patrzeć na wszelkie cuda do picia,o ile skrzyp udawało mi się wypić bo go lubię,o tyle parzone siemie i drożdże poszły w odstawkę póki nie wyzdrowieję.

Moje zabiegi-czyli co robiłam a czego nie

Stan włosów muszę poprawić,ale ciągle myślę co doprowadziło do takiego ich wyglądu.Niby dalej są grube,ale masowo wypadają,straciły na połysku i puszą się.
Nigdy nie:
-farbowałam
-prostowałam/kręciłam
-suszyłam suszarką(raz na trzy miesiące się zdarzy,ale to z konieczności)
-stosowałam wielu kosmetyków do stylizacji-moje włosy albo ułożą się same albo nic im nie pomoże,są niesforne,a ja zbyt ruchliwa żeby utrzymać stylizację na głowie.
Zdarza mi się:
-wystawić je na ostre słońce,slyszałam że to nie służy
-wychodzić na mróz w mokrych brrr...
-farbować gotową henną w płynie,na razie jedna próba,zabieram się za Cassię Khadi albo jakąś hennę barwioną w proszku.
Zawsze:
-Czeszę włosy kilka razy dziennie,plączą się
-Często związuję,bo są niesforne,ale lekko,żeby ich nie pognieść
-odżywiam się zdrowo-jem ogrom owoców i warzyw,piję duzo wody i dodatkowo jestem wege od dawna.
-domykam łuski włosa po myciu chłodną wodą
to ich stan obecny,są bardziej napuszone niż zwykle,bo myłam nie swoim szamponem i nie dociążyłam ich


Witam :)

Po raz 716721612 zaczynam prowadzenie bloga ;)
Może tym razem się uda,nie obiecuję że będzie zawsze regularnie,ale zrobię co w mojej mocy mimo braku czasu :)
Jak łatwo się domyślić-będzie to blog o włosach,kosmetykach i różnych przydatnych poradach.Przy okazji szukania rozwiązania dla poprawienia kondycji moich włosów wpadam we Włosomaniactwo,stąd pomysł na bloga.Będę mogła śledzić swoje postępy,a może i ktoś na tym zyska :)
Będzie to blog subiektywny-jestem w stanie opisać efekty specyfików na moich włosach,a u Was jakiś kosmetyk może zadziałać niesamowicie albo wpaść na czarną listę.
Moje włosy:
-Orzechowy(?) brąz,proste,raczej ani suche ani przetłuszczające się,takie w sam raz.Jednak ostatnio trochę podupadły na kondycji.
-Najdłuzszy kosmyk ok 56cm,co przy moim wzroście(156cm) daje włosy prawie do pasa :)
-ze skłonnością do plątania,nieobcinane od 3,5 roku,co widać na  końcówkach.
Cel:
-zapuszczać dalej,zdrowe,mocne i lśniące włosy
-Nieco je dociążyć
-Zregenerować długość i skalp